Iwona Porozynski

moje doświadczenie z rakiem

Szukająca prawdy …
Fragment z mojej książki zatytułowanej „Wiara, najlepszy gabinet odnowy“
Stare „Zen” powiedzonko mówi, że kiedy uczeń jest gotowy, to zjawia się nauczyciel.
Wielu dobrych nauczycieli spotkałam w moim życiu, niektórzy z nich byli autorami książek, teologami, inni zwykłymi ludźmi. Cieszę się z poznania Jana Twardowskiego, jedynego chyba księdza piszącego wiersze, z Anzelma Grüna, Benedyktyna, duchowego doradcy,  Jörga Zinka, słynnego teologa niemieckiego, Antoniego de Mello, księdza Jezuitów, nauczyciela mądrości, od niedawna Dr. med. Deepaka Chopry, który jest wspaniały w zakresie rozwoju duchowości i wielu wielu innych mądrych doradców. Książki Dale`a Carnegiego są nawet po 80 latach bestsellerami.
Dziękuję Bogu za to, że są i żyją w swoich utworach do dzisiaj. To oni zbliżyli mnie do Boga, otworzyli mi oczy na głębię ludzkiej duszy, która kryje się w każdym z nas i łączy nas z Bogiem. Wartości duchowe były dla mnie zawsze wyższe i cenniejsze od innych. Z czasem stałam się niczym pielgrzymka, która  wybrała się w drogę.
 – Dokąd idziesz? – Do domu –To słowa Novalisa.
– Czego szukasz? – Zapytał ktoś znajomy.
– Prawdy, znaków bożych, prowadzenia – odpowiadałam. Około czterdziestki szuka się tego, co jest wartościowe, około pięćdziesiątki pomału się to zauważa i uczy doceniać.
Urodziłam się dwunastego, dwunastka składa się z jedynki i dwójki, w numerologii liczby te mają swoje szczególne znaczenie. Jedynka symbolizuje nauczyciela, dwójka jest klęczącym, podporządkowującym się uczniem. Zawsze byłam gotowa się uczyć, a zdobytą wiedzą dzielić się z innymi. Kocham taką wymianę, bo ona sprawia, że czujemy się sobie potrzebni i w rzeczywistości nie możemy się bez siebie obejść. Jeden potrzebuje drugiego, nawet lekarz nie mógłby być lekarzem bez pacjenta. Wszyscy jesteśmy nauczycielami i uczniami, nawet więcej razy na dzień, z każdej przeżytej sytuacji i od każdej spotkanej osoby możemy się czegoś nauczyć.
W obliczu choroby i w czasie powrotu do zdrowia czułam, że znowu muszę usiąść do ławki szkolnej, aby przybrać rolę uczennicy. Mojego nauczyciela nie musiałam długo szukać, spotkać mogłam go wszędzie. Mógł się kryć w drugim człowieku, który miał mi właśnie w czymś pomóc, w przypadkowej osobie spotkanej na przystanku, z którą zamieniłam parę słów, w koleżance, która chce zwrócić mi na coś uwagę, nawet w dziecku, które bierze mnie za rękę i o coś pyta. Nauczycielem może być również przeczytana książka, obejrzany film, płyta CD, myśl, która przyszła w spokojnej chwili do głowy. Z tych wszystkich rzeczy i różnych sytuacji można się przecież sporo dowiedzieć. Pilny i uważny uczeń wyniesie zewsząd bardzo wiele, nauczycielem jest w końcu samo życie.
Nauczyciel może zjawić się również we śnie, a więc bardzo blisko nas, trzeba się tylko na niego otworzyć i wiedzieć, że to właśnie on. Kiedyś śniłam, że kupiłam dość duże jezioro, które było ogrodzone z wszystkich stron i nazywało się „Oazą”. Usłane było w malowniczej naturze lasu, zbliżając się do niego byłam zaskoczona i zarazem pełna podziwu.
Płotem został ogrodzony obszar, którym miałam się zająć. Woda jest symbolem podświadomości, bogactwem mojej niezgłębionej duszy. Co kryje się pod jej ciemną powierzchnią? Co kryje się we mnie? Boskość i świętość? Świat moich uczuć? Żywa fantazja? „Oaza” kojarzy mi się z wypoczynkiem w naturze, z matką Ziemią, z Bogiem – Stwórcą wszystkiego. Sen namawiał mnie do mojego dalszego rozwoju duchowego, do bliskiego kontaktu z moim Stwórcą, obiecywał nawet, że się opłaci, w końcu zachwyciłam się we śnie urodą mojego jeziora.
Nigdy nie chciałabym skończyć, jak pewien nowoczesny człowiek, który przestał szukać prawdy w obawie, że zostanie oszukany. Legenda opowiada, że zagubił się na wielkiej pustyni. Palące całymi dniami słońce osłabiło go bez reszty. Umierając z pragnienia i z głodu, ujrzał wreszcie w oddali oazę. Trudno mu było w nią uwierzyć.
Fata morgana, widziadło jakieś, czy co? Zielone palmy pełne daktyli, trawę i szum źródlanej wody wziął za wytwory swojej fantazji i halucynacji z głodu. Kiedy po pewnym czasie Beduini znaleźli go nieżywego, nie mogli uwierzyć:
„Daktyle w zasięgu ręki, woda tryska ze źródła, a on umiera z pragnienia i głodu”.
Taki jest właśnie nowoczesny człowiek, choć widzi, nie dostrzega, choć słyszy, nie chce uznać za prawdę. Nie zagłębi się w sobie, ani w tajemnicę, która nazywa się Bogiem, chyba że przytrafi się jemu jakieś nieszczęście, nagle zachoruje na jedną z naszych poważnych i niebezpiecznych chorób.
Zbliżając się do mojej „Oazy” czułam się zauroczona otaczającym mnie pięknem. Często wracam do tego snu, aby nad nim pomedytować. Dzisiaj uważam się za istotę żyjącą w niekończącej się obecności bożej, dążę do tego, aby ją lepiej poznać. Żyję w Bogu, w Bogu się poruszam i w Nim mam mój byt. Czy Bóg nie jest w powietrzu, które oddycham? Czy Bóg nie jest w roślinie, którą wącham, dotykam, podziwiam? Czy Bóg nie jest w każdej żywej istocie, którą spotykam? Czy Bóg nie jest we wodzie, o której śniłam? Czyż wszechobecny Bóg nie nazywa się życiem?
Wiara była i jest ważną częścią mojego życia, mój stosunek do niej nigdy nie był mi obojętny. Właśnie we wierze szukam bezpieczeństwa, zdaję się na mojego Stwórcę, na uniwersalną   Siłę, która porusza całym wszechświatem. W moich prośbach chcę iść drogą wolną od trosk, choć zdaję sobie sprawę, że to nie zawsze jest możliwe. W kościele śpiewam pieśń, w której chodzi właśnie o tę drogę, o boskie prowadzenie, odmawiam ją jak pacierz – śpiewając z całego serca: (poniżej jej duży fragment)
„Wskaż nam drogę, kiedy zbliża się ranek,
Wskaż nam drogę, kiedy zachodzi słońce,
Wskaż nam drogę, która prowadzi do celu.
Wskaż nam drogę, kiedy nas nic nie przytłacza,
Wskaż nam drogę, kiedy nam coś się udaje,
Wskaż nam drogę, która prowadzi do celu.
Wskaż nam drogę, kiedy jesteśmy bezradni,
Wskaż nam drogę, kiedy nam nic nie wychodzi,
Wskaż nam drogę, która prowadzi do celu.”
Mój Stwórca wskazuje mi drogę, daje orientację, abym nie szukała po ciemku, nie tylko w snach, które są echem mojego wołania, każdego dnia uchyla rąbka tajemnicy. Czyż nie powiedział Bóg?
„Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, dam się wam odnaleźć”.   Jeremia 29,13:14
W jednym ze snów widzę geograficzną mapę obcego państwa, płynie na niej długa rzeka, która wpada do morza albo oceanu. Rzeka przepływa przez wiele jezior, które jak na prawdziwej mapie są również koloru niebieskiego.
Tajemnica śnienia zdradza, że jestem wszystkim co śnię, nawet tą rzeką, która symbolizuje bieg mojego życia i płynie w obcym państwie. Od prawie trzydziestu lat mieszkam przecież za granicą. Jeziora symoblizują bogactwo mojej duszy, siłę wyobraźni, fantazję, która ma kontakt z  kolektywnym źródłem podświadomości (morze, ocean), z Bogiem można byłoby powiedzieć, z Siłą, która nas prowadzi. To ona utożsamiana jest z niezgłębionym i niezbadanym do końca, tajemniczym morzem lub oceanem, to o niej mówił i pisał Carl Gustaw Jung. Zrozumiałam, że jesteśmy ze sobą połączeni. Z tego niezbadanego źródła mogę czerpać do woli.