Iwona Porozynski

poezja

moja magnolia

Masa ludzi traktuje wiersze po macoszemu, a przewaga wydawnictw nie życzy sobie nadsyłania żadnej poezji. Wygląda na to, że wiersze nie są dla wszystkich, a szkoda. Być może kojarzą nam się z lekcjami języka ojczystego i z nie zawsze łatwymi interpretacjami naszych uznanych poetów. Niektórzy stale jeszcze myślą, że język poezji musi być językiem wydumanym i dziwacznym. Prawdziwa poezja każe nam zbliżyć się do życia, do jego zdawałoby się nic nie znaczących szczegółów, które dzięki wrażliwości „poety – autora” stają się doniosłe.
Osobiście lubię wiersze z rymem, „bo rym, gdy z niespodzianych, rzadkich sylab splecion, zda się, że treść natury lepiej uwypukli” albo ujmując moimi słowami: wiersz z rymem w sposób jaskrawy podkreśli sedno sprawy. A co do innych wierszy, odpowiem z należnym mi humorem:

W białym wierszu często mgliście,
świat się jawi niewyraziście,
skrawki, strzępy, to i tamto,
jakieś zwykle esperanto.
Jedno nadmienić wypada:
– Tym językiem nikt nie włada!

Niektórzy bardzo krytykują poezję rymowaną, pewnie blisko stąd do grafomanii. Uważam jednak, że z rymowaniem jest jak z każdą techniką – im więcej treningu, tym lepiej wychodzi. A przy okazji, każdy początkujący podszyty jest grafomanem i nie jeden grafoman ma szansę stania się dobrym twórcą pióra. Nie zapomnijmy również, że nawet nasi najwięksi stosowali najprostszy typ rymowania, choć przyznać wypada, że trzeba być w tej kwestii ostrożnym.
Na koniec na pocieszenie dla wszystkich rymotwórców: Geoffrey Miller, psycholog ewolucyjny, postawił hipotezę, że zdolność rymowania demonstruje większą wartość naszych genów: ta restrykcja nakładana na i tak niełatwą sztukę werbalizacji stanów wewnętrznych pokazuje, że osobnik, który opanował ją w stopniu większym niż inni, dysponuje wyższą inteligencją, lepszym mózgiem i w ogóle jest lepiej przystosowany. No proszę, to jak plaster na duszę dla miłośników wiersza z rymem.

KirschblüteZ książki Hansa Konsalika zatytułowanej „Czarny mandaryn”, której akcja toczy się w Chinach dowiedziałam się, że Chińczycy chętnie ubierają świat w poezję. Kiedy główny bohater znalazł się w hotelu dyskretnie zapytano go, czy nie życzy sobie “Kwiatu lotosu”.
Jeśli twój partner chce przeżyć z tobą magiczny moment szepnij mu do ucha, aby od dzisiaj nazywał cię kwiatem brzoskwini, jabłoni albo wiśni.  Ciekawe jakie zrobi oczy? Ty też możesz być w łóżku słodka jak jabłuszko, soczysta jak brzoskwinia i piękna jak lotos. Pokaż mu jaka z ciebie Gejsza! Zaproś go na chińską huśtawkę. Koniec z kolczastą różą, rośliną pnącą albo powojem!
A czy słyszałaś o poezji na talerzu? Największą metamorfozę przeżywa ostatnio nasza kuchnia, w telewizji wciąż nowi kucharze i niekończące się programy o gotowaniu. Dania noszą wykwintne nazwy, serwowane są nie tylko na talerzach, to prawdziwa poezja dla duszy i podniebienia. Wsłuchaj się w słowo „na”!
Sandacz a’la Radziwiłł serwowany „na” grzankach z sosem, z dodatkiem szampionów i szyjek rakowych! Migdałowy sznycel z indyka „na” makaronie w sosie śmietanowym i Curry,  płonące polędwiczki „na” borowikach, pieczony okoń morski „na” grillowej papryce w towarzystwie borowików duszonych „na” winie, smażone krewetki królewskie podane „na” ryżu imbirowym z marchewką po parysku, etc.  A co powiesz o takim daniu? Wybrałam dla ciebie tylko prawdziwe recepty: soczysta polędwica wieprzowa nadziewana warzywami grillowymi „z akcentem papryki”, serwowana z frytkami i „kwiatem brokułów”? Poczułaś się głodna? Głodna pokarmu, czy głodna poezji?
Edward Stachura powiedział, że życie jest poezją, a każdy z nas może być poetą, jeśli zechce. Ubieraj świat w poezję, to i ty się nim staniesz. W święta wielkanocne możesz wykazać się ze zdwojoną siłą. Tobie i twoim najbliższym życzę wesołych świąt 🙂